Książki nie tylko dla dzieci…

Trafiła mi w ręce seria „wojny dorosłych – historie dzieci” i czuję, że muszę o niej wspomnieć, a nuż ktoś jeszcze szuka prezentu na Święta? Tekst nie jest sponsorowany. Przeczytałam pięć książeczek z tej serii:

  1. „Asiunię” Joanny Papuzińskiej – cudo, bo nadaje się nawet dla najmłodszych dzieci (najwyżej części nie zrozumieją, zaczną stopniowo), dużo w niej ilustracji, stosunkowo mało tekstu, a mimo to (i tu trudność dla rodzica) czyta się ją ze ściśniętym gardłem lub zalewając się łzami (przynajmniej za pierwszym razem). Przepiękna, prawdziwa historia, która w łagodny – bo z perspektywy pięciolatki – sposób oswaja dzieciaki z pojęciem wojny.

2. Jej uzupełnienie „Mój tato szczęściarz”, skierowane do starszych dzieci, już mnie tak nie zachwyciło, ale może prowokować do ciekawych dyskusji ze starszakami (takimi, które znają już pojęcie pecha i szczęścia).

3. „Bezsenność Jutki” Doroty Combrzyńskiej-Nogala, książkę, która kojarzy mi się nieco z „Małym Księciem”, bo zawiera w sobie treści zrozumiałe dla dzieci i „puszcza oko” do dorosłego czytelnika. Jutka to siedmioletnia dziewczynka, mieszkająca w getcie łódzkim. Myślę, że 6 latek już sobie z nią „poradzi” (zdecydowanie więcej tekstu, niż w książeczkach Joanny Papuzińskiej) i pozna nie tylko niezwykłą historię udanej (co zaznaczam) ucieczki z getta, ale i historię Minotaura oraz Dedala i Ikara… Też nie obyło się bez wzruszenia, choć już nie tak silnego, jak w przypadku „Asiuni”, która urzekła mnie prostotą postrzegania. Jutka natomiast chwyta za sercem czymś, co nazwałabym „naturalnym podejściem dziecka do wojny” – dzieci bawią się w chowanego, dopowiadają, że Ikara zapewne zestrzelili Niemcy itp., to po prostu ich codzienność i to w tej książce wydaje mi się niezwykle prawdziwe.

4. „Czy wojna jest dla dziewczyn?” Pawła Beręsewicza, o dziewięciolatce (na koniec trzynastolatce) w czasach II Wojny i Powstania Warszawskiego. Znów perełka, wyciskająca dorosłemu czytelnikowi łzy (w ostatnim rozdziale, choć główna bohaterka i jej mama przeżyły wojnę), ale nie w sposób „okrutny”, po prostu informuje o tym kto wojnę przeżył, a kto nie…

5. Na koniec zostawiłam książkę, która bardzo blada wypada przy poprzedniczkach: „Zaklęcie na ‚w'” Michała Rusinka o ośmioletnim Włodku, który próbuje zrozumieć czym jest wojna i często nieświadomie w niej pomaga (np. rozwozi „zaproszenia ślubne”). Niestety odbiega od pozostałych książek językiem, zadaje pytania „w stylu szkolnym” („Wyglądam, jak wszyscy uczniowie, prawda?”, Indianin nie powstydziłby się takiego imienia, prawda?” itd.itp, mnie ten styl drażni), opowiada niezwykłą historię w sposób bardzo przeciętny… Dodatkowo, odnoszę wrażenie, choć pewna nie jestem, że styl, w którym jest napisana jest zbyt trudny (mimo infantylnego języka) w odbiorze dla ośmiolatków, a z kolei zbyt nudny dla dzieci starszych… Nie podoba mi się też nazywanie Polaków „Białymi Panami”, a nazistów ‚Czarnymi Panami”. Do mnie takie „zaklinanie” rzeczywistości, podobnie jak nazywanie wojny „złym zaklęciem” nie trafia, ale może któryś rodzic, znając swoje dziecko uzna, że to właśnie dobry wstęp do rozmowy na ten trudny temat?

Być może, gdybym zaczęła właśnie od tej książeczki byłabym łaskawsza, ale inne wysoko zawiesiły poprzeczkę. Gdyby ktoś z ciekawości chciał odkupić tę książkę w stanie „raz czytanym” to z chęcią odsprzedam ją z 30% zniżką. Pozostałych nie oddam.

W każdym razie mam ochotę poznać i pozostałe książki z tej serii, a jest w nich i o Syberii, i o getcie warszawskim, i o Syrii (tu mam pewne obawy przed polityczną poprawnością), jest także o Doniecku i o Pakistanie.