Tags

, , ,

Już samo słowo „poród” wywołuje skrajne emocje. Większość automatycznie skrzywi się teraz w duchu, a pierwsze skojarzenie będzie oscylować wokół słowa „ból”. Część kobiet zacznie płakać, część machnie ręką „na szczęście mam to już za sobą!”, część powie, że nigdy więcej…
A co dopiero  poród  domowy…

Magda

Do pracy nad tym tekstem zaprosiła mnie Magda – mama Dwóch Córek, pomysłodawczyni akcji „#nicminiewisi” i… „domówka”, która urodziła miesiąc przede mną i z którą to pisałam na faceboooku, podczas pierwszych skurczów, których nie uznałam za porodowe…

Siedzę na piłce, opieram się o umywalkę, z prawej na kibelku siedzi położna, z lewej pod prysznicem małżonek mój. Rozmawiają o, uwaga, piecach kaflowych i węglu na zimę (!!!), nadchodzi skurcz, syczę „ciszaaaa”, nastaje CISZA, koniec rozmowy. Ja skupiam się na oddechu, skurcz mija, mówię „no to co z tym węglem?”.

Magda

 

 

Porodowe wspomnienie Magdy

Magda: Mój drugi poród, domowy, jest w tym momencie moim najlepszym życiowym wspomnieniem. Nie mam drugiego takiego, który z automatu wprowadziłby mnie w rozanielony nastrój z błogim uśmiechem na twarzy. Jeśli chcę sobie poprawić humor – myślę o narodzinach drugiej córki. Niemożliwe?
 
Magda: Nie chcę po raz kolejny pisać jak było, jakie emocje mi towarzyszyły i co działo się po kolei. O tym możecie przeczytać TU i TU. Ten post ma być o przygotowaniu do porodu domowego, o formalnościach z tym związanych, i o tym co się dzieje jak już dzidziuś się urodzi. Ja w domu urodziłam drugie dziecko i często słyszę, że przy drugim porodzie jest łatwiej, bo już wiadomo „z czym to się je”. Dlatego zaprosiłam do współ-pisania moją koleżankę, która swoją pierworodną urodziła w domu, w Warszawie. Dodatkowo był to poród z węzłem prawdziwym na pępowinie. Macie ciarki? Może jakby to był poród w szpitalu, to tak, finał mógłby być inny. Nie powiem nic więcej tylko dalej, w tekście, link do całego opisu rodzenia się małej Luśki znajdziecie w tekście.

Jak się przygotować do porodu?

Najważniejsze jest silne, wewnętrzne przekonanie o tym, że naprawdę chcemy porodu domowego – z całym jego pięknem i trudem. Jeśli mamy jakieś wątpliwości najlepiej usiąść i czytając, rozmawiając, pogłębiając swoją wiedzę – po kolei je rozwiewać. Zawsze możemy też nasze obawy omówić z położną – one są do tego przyzwyczajone i chętnie odpowiadają na pytania. To one są dla nas, nie my dla nich. Co ważne położna domowa nigdy nie będzie namawiała Was do porodu domowego, może pomóc rozprawić się z lękami, porozmawiać z mężem, ale decyzja należy tylko do Was.

Irena Chołuj, z którą rodziliśmy, podkreślała, że w każdej chwili – nawet w trakcie „prawidłowej” akcji porodowej – możemy się rozmyślić.

Magda: Ja we Wrocławiu rodziłam z Grażyną Białkowską-Bliger.Miałyśmy jasno ustalone w jakich sytuacjach nastąpi transfer do szpitala i kiedy nastąpi to bez dyskusji. Położne w najbliższym szpitalu były poinformowane (przeze mnie) o porodzie domowym w danym terminie”.

Kiedy znajdziemy już swoją położną ona dokładnie nami pokieruje i powie jakie dokumenty trzeba jej przesłać, jakie dodatkowe badania zrobić i co kupić do samego porodu. To ostatnie to nieduży wydatek i najłatwiej wszystko zamówić w jednej aptece.
Na pewno przydadzą się:

  • Podkłady medyczne 60×90 lub większe – 10 szt. (użyliśmy połowy, reszta przydała się później, jako legowisko dla gołej Córki – w ramach wietrzenia pupy. Za to kupiłam dwa jednorazowe prześcieradła, za ok.3-5 zł, żeby mieć mniej prania i zawracania głowy).
  • Duże podpaski przynajmniej 20 szt., jeśli ktoś woli – może być lignina pocięta i złożona na wkładki w odpowiednim rozmiarze (ja od drugiego dnia po porodzie używałam tetry i bardzo polecam to rozwiązanie);
  • Kilka chłonnych ręczników frotte;
  • Pieluchy tetrowe lub flanelowe;
  • Niewielka miska na łożysko;
  • Gaziki jałowe (min. 20 szt.) do zabezpieczenia kikuta pępowiny i ewentualnie do szycia krocza;
  • Mała, przenośna lampka (jak na biurko);
  • I oczywiście: torba do szpitala (oby się nie przydała).

Magda do mojej, krótkiej listy, dołożyła jeszcze:

  • ciemne, duże, zawiązywane worki na śmieci;
  • pieluchmajtki, 3 szt., które dostałam od Grażyny i które bardzo ułatwiły mi życie w pierwszej dobie po porodzie.

Położna przywozi ze sobą narzędzia medyczne, detektor tętna (tzw. Doppler), środki do znieczulenia miejscowego, nici chirurgiczne, płyny do nawodnienia dożylnego, wszystko, co potrzebne do pobrania krwi na badania, wagę, miarkę itp.

Irena miała ze sobą też stołek porodowy i koło ratunkowe – miało służyć za poduszkę pod plecy w wannie, ale mieliśmy swoją, poduszkę właśnie. Oferowała też, że przywiezie ze sobą dmuchaną piłkę, ale mieliśmy dwie.

Warto skonsultować z położną to, jakim sprzętem dysponuje i w co, możecie się jeszcze zaopatrzyć.

Magda: Wrocławska położna Grażyna, ma na przykład żel położniczy i Elle Tens (elektrody przypinane w części krzyżowej kręgosłupa – jako jedna z metod niefarmakologicznego łagodzenia bólu).

Przydatne bywają karimaty – wygodnie się na nich klęczy i Łucja urodziła się nad jedną z nich.
Magda: Mnie właśnie czegoś takiego brakowało, a że rodziłam w pozycji kolankowo-łokciowej to miałam potem nieco obolałe kolana i łokcie.

 

Jak znaleźć położną?

Najłatwiej wejść na stronę Dobrze Urodzeni i użyć wyszukiwarki. Przyda się nam ona nie tylko do znalezienia zrzeszonej położnej, ale także do znalezienia szkoły rodzenia, położnej prowadzącej ciążę, doradcy laktacyjnego itd..
W ten sposób znalazłam swoją Irenkę, której towarzyszyła Mariola (ją również można znaleźć w „szukałce”) – tak, w odróżnieniu od Magdy, miałam dwie położne obecne przy porodzie.

Magda: Chodzą słuchy, że i u nas, we Wrocławiu, coraz popularniejsze stają się tandemy. Jest to wygodne o tyle, że jeśli cokolwiek się wydarzy i jedna położna nie będzie w stanie dotrzeć na czas, zawsze mamy wyjście awaryjne w postaci drugiej położnej.

(Na marginesie dodam, że nie miałam wyboru – w Warszawie dwie położne to „odgórny standard”, jednak Mariola obecna była tylko na samym początku i końcu porodu, ponieważ pozwoliliśmy jej pojechać do domu, wyspać się przed dyżurem).

Większość położnych przyjmujących porody domowe w Warszawie na co dzień pracuje w Szpitalu św. Zofii. Z różnych przyczyn omijam ten szpital szerokim łukiem, ale znajome bardzo chwalą sobie usługi położnych domowych z tego szpitala.
* Pierwszy haczyk tkwi w tym, że wymagają one ukończenia przyszpitalnej szkoły rodzenia (koszt ok. 600 zł)*. Nie wiem czy jest to obowiązkowe przy kolejnym porodzie. Ja nie chodziłam do żadnej.
* Drugi haczyk jest taki, że w razie ewentualnych komplikacji rodzącą wiezie się do Szpitala św. Zofii, a nie najbliższego. Zapewne, w razie potrzeby natychmiastowej interwencji ten zapis umowy by nie obowiązywał, ale w umowie z Irenką mogłam sobie wybrać do którego szpitala chce jechać, jeśli czas na to pozwoli i podać drugi najbliższy, jeśli czas by naglił.

Magda: Wrocławskie położne przyjmujące porody domowe nie pracują w żadnym szpitalu. Przy drugim dziecku ja również nie chodziłam do Szkoły Rodzenia. Przy Starszaku odbyliśmy kurs w Szkole Świadomego Macierzyństwa.

 

Niestety jeszcze nie odkryłam jak szuka się położnej niezrzeszonej, a może być to bardzo ważna sprawa dla kobiet zdyskwalifikowanych do porodu domowego przez poprzednie cięcie cesarskie lub paciorkowca (akurat Irena Chołuj warunkowo z GBSem przyjmuje).

Magda: Wydaje mi się, że szuka się jej po prostu „z polecenia”, a więc poprzez kobiety, które rodziły w domu i przez same położne.

Kwalifikacja do porodu domowego

To, czym przede wszystkim różni się poród domowy od szpitalnego to godziny spędzone na rozmowach z położną i kwalifikacja. Na pierwszą wizytę jedziecie z mężem do domu położnej (ewentualnie za dopłatą ona fatyguje się do Was). My byliśmy umówieni na wizytę dwugodzinną, a trwała ona trzy godziny – nikt nikogo nie pogania, rozmawia się jak ze starą przyjaciółką i obie strony starają się poznać jak najlepiej. Takie spotkanie wcale się nie przykrzy.

Magda: Nasze spotkanie z położną odbyło się trochę na wariackich papierach, bo jak wiecie jedna położna zostawiła mnie w 37. tygodniu i praktycznie na sam koniec, rzutem na taśmę, udało mi się znaleźć nową. Ale z położną domową można się także umówić na prowadzenie całej ciąży.

 

Wspólnie, bardzo dokładnie wypełniacie z położną dokumenty dotyczące przebiegu ciąży, aktualnego stanu zdrowia, chorób przewlekłych w Twojej i męża rodzinie, przebytych zabiegach. Położne domowe pytają także o depresje i inne problemy psychiczne występujące w rodzinie. Zapytani zostaniecie również – Ty i mąż – o wykształcenie i wykonywany zawód. To wywiad medyczny, który przy porodzie szpitalnym wypełnia się w trakcie (sic!) porodu, po przybyciu do szpitala. Niektóre moje znajome opowiadały mi, że były przekonane, że to ukryta kamera…
Irena podpowiedziała, żebym w swoim szpitalu „awaryjnym” zapytała o możliwość wypełnienia tej dokumentacji wcześniej, a nie podczas skurczy. Niestety, nie było takiej możliwości. Może w Twoim szpitalu jest inaczej – warto zapytać.

Magda: My cały wywiad uzupełnialiśmy już po porodzie. Z kanapy, leżąc razem z naszą piękną, nowo narodzoną córką.

 

Kiedy Irena poprosiła mnie, żebym się wygodnie ułożyła na kanapie i wyjęła to:

mało zawału nie dostałam: ‘Gdzie ona będzie mi to wkładać?!’.

To jest miednicomierz, urządzenie niemal zapomniane, a szkoda – służy do pomiaru zewnętrznych wymiarów miednicy, dzięki którym położna może przewidzieć przebieg porodu i to czy ze względu na jakieś nieprawidłowości, może zajść potrzeba cesarskiego cięcia. Zdaje się, że położne domowe używają go wyłącznie przy pierworódkach.

Magda: Grażyna niczego takiego nie wyjmowała. Ale ja nie byłam pierworódką.

Później chwytami Leopolda położna bada ułożenie dziecka. Nauczyła też tego mojego Męża. Od tej wizyty pozostawałyśmy w stałym kontakcie i Irena przy każdej okazji przypominała mi, że jest dla mnie dostępna przez 24 godziny na dobę i mogę dzwonić z każdą wątpliwością, a od 37 tygodnia co 2-3 dni mam zadzwonić lub wysłać sms z informacją jak się czuję.

Magda: Ja również miałam przykazane meldować się oraz dzwonić w każdej sytuacji, nawet w nocy o północy (położna domowa czekająca na poród nigdy nie ma wyłączonego ani wyciszonego telefonu).

Druga wizyta położnej

Na drugą wizytę przed porodem przyjechała do nas Mariola, czyli nasza druga położna i wzięła od nas podpisaną umowę (którą dostaliśmy o wiele wcześniej do wglądu). Żadnej zaliczki – ją wpłaciliśmy dopiero w dzień narodzin córki! Resztę kwoty płaciliśmy w ratach, więc nie był to cios dla domowego budżetu. Ustaliliśmy też szczegóły dotyczące odcięcia pępowiny – że chcemy poczekać do ustania tętnienia, ale nie chcemy porodu lotosowego. Po porodzie położne i tak jeszcze raz zapytały co chcemy zrobić z łożyskiem – zachować czy oddać do utylizacji.

Magda: Grażyna nie miała dla mnie żadnej umowy, oprócz słownej. Płaciliśmy dopiero po porodzie, również mieliśmy możliwość wpłaty w ratach.
Koszt mojego wrocławskiego porodu domowego w 2014r. wynosił 2500zł.
Koszt porodu warszawskiego w tym samym roku – 2350zł.

Dodatkowe badania w ciąży

Kobieta rodząca w domu musi być absolutnie zdrowa – chwilami czułam się jak maratończyk, słysząc o kolejnych badaniach do wykonania…
Teoretycznie, poza kwalifikacją, rodzące w domu muszą dodatkowo mieć jedynie świeży wynik cytomegalii (niektóre szpitale refundują to badanie w III trymestrze, inne nie – mój należał do tych drugich). Teoretycznie, ponieważ jeśli cokolwiek zaniepokoi położną, będzie chciała rozwiać swoje wątpliwości, tak było w naszym przypadku: cierpię na „zespół białego fartucha”- podczas badań w przychodni momentalnie wzrasta mi ciśnienie, dlatego Irenka zobowiązała mnie do codziennych pomiarów ciśnienia w domu (ciśnieniomierz pożyczyłam).
Ponieważ nie zgodziłam się też na test obciążenia glukozą co kilka dni sprawdzałam poziom cukru glukometrem”.

Magda: Miałam opiekę w prywatnej placówce służby zdrowia, więc komplet badań zrobiłam w ramach abonamentu. Ważny jest wynik USG wykonywanego ok.13 tygodnia ciąży.

 

* czytelniczka Marysia, na fb, zwróciła mi uwagę: A to o warszawskich położnych wymagających szkoły rodzenia za 600zl to nie prawda… 1) mieszkanki warszawy maja szkole rodzenia finansowana przez miasto 2) na moim przygotowaniu do porodu domowego (spotkałam się z 3poloznymi) była mowa o jakiejkolwiek szkole rodzenia (to było przed pierwszym porodem) i miałam ją załatwić we własnym zakresie.” Fakt – ja dostałam taką odpowiedź, jaką dostałam (konkretna szkoła bez finansowania), ale to było w grudniu – w miesiącu, w którym waży się sprawa finansowania, no i blisko już mojego terminu… Także warto pytać na bieżąco i z wyprzedzeniem.

Za czujność dziękuję.

PS

Przypomniało mi się, w tym miejscu, że nasza kochana położna robiła nam też zdjęcia w trakcie porodu – piękna pamiątka, choć widać na nich nasze zmęczenie, mimo wszystko przesłonięte szczęściem.

Blog rodzicielstworadosci.com nie ma poprawiać humoru, ma skłonić do refleksji. Opierając się na badaniach naukowych i doświadczeniach własnych może wskazać Ci alternatywną drogę do szczęścia…

Może zainteresuje Cię też:

Poród domowy w pigułce cz.II

Refleksja porodowa czyli Coś pięknego… a potem smutek…

Obrazkowa historia porodów

Zanim zdecydujesz się pobrać krew pępowinową

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather