Tags

, ,

 Mimo że warunki w szpitalach się poprawiają, nadal są kobiety, które chcą rodzić w domu. W moim kalendarzu porodowym mam zapisanych pięć, sześć rodzących w miesiącu, a zostaje z tego jedna, dwie lub żadna (…) bo jest dużo dyskwalifikacji. Położenie miednicowe, dwunaczyniowa pępowina, małopłytkowość, podwyższone ciśnienie, cukrzyca ciążowa i inne.

Irena Chołuj, w książce Sylwii Szwed „Mundra”

 

Czym różni się poród domowy od szpitalnego?

Mam ochotę napisać, że wszystkim, ale przecież nie mam porównania. To co wiem na pewno, to to, że można mieć rozwarcie na pięć centymetrów przez pięć godzin (to było u nas: Urodzona o świcie) i nikt z tego powodu poda oksytocyny.
Nie jest się „łóżkiem numer 5”, ani „testem oksytocynowym”, tylko Majeczką, Karolinką czy Dominiczką. W domu rodzi się po prostu pięknie (Czyli jak?). We własnym rytmie. We własnym salonie, kuchni, sypialni. W otoczeniu przyjaciół, a nie obcych. To Ty – rodząca decydujesz co, gdzie, kiedy i jak, położna jedynie obserwuje, nie przeszkadza. Jeśli chcesz pomoże Ci oddychać, potrzyma Cię za rękę, doda otuchy, a jeśli wolisz, żeby dała Ci święty spokój posłucha i tej prośby (często nie trzeba jej nawet zwerbalizować).

Kiedy Wasze Dziecko już jest na świecie nikt nie zakłóca Wam wspólnych chwil. Możecie leżeć ciało do ciałka ile dusza zapragnie. Położne pomagają przystawić dziecko do piersi i zajmują się szyciem, jeśli jest taka potrzeba. Przez cały ten czas Maluch może być przy Tobie. Irena bezskutecznie próbowała zagonić mojego Męża do łóżka, żebyśmy się sobą nacieszyli – latał jak kot z pęcherzem, a to niosąc mi zupę, a to dzwoniąc do szpitala z zapytaniem o formalności.

Magda: Ja mam porównanie. I muszę napisać to samo, co Lejla wyżej: w domu rodzi się po prostu pięknie. Spokojnie. We własnym tempie. Jest czas na wszystko. Nikt niczego nie pośpiesza. Nasuwa mi się porównanie porodowe „Olga-Dalia” – siedzę na piłce miażdżąc rękę małżonowi, bo właśnie zaczynają się skurcze krzyżowe i boli okrutnie. Wchodzi nasza położna i oznajmia „teraz będzie badanie”. Ja nie reaguję, skupiam się na skurczu, ona powtarza, ja dyszę „cicho!”, a ona „coooo? jak ty do mnie mówisz??”. Analogicznie, poród nr 2: siedzę na piłce, opieram się o umywalkę, z prawej na kibelku siedzi położna, z lewej pod prysznicem małżonek mój. Rozmawiają o, uwaga, piecach kaflowych i węglu na zimę (!!!), nadchodzi skurcz, syczę „ciszaaaa”, nastaje CISZA, koniec rozmowy. Ja skupiam się na oddechu, skurcz mija, mówię „no to co z tym węglem?”.

Formalności po porodzie

Położna wystawia:

  • Zaświadczenie o urodzeniu dziecka potrzebne do rejestracji w USC – rodzice mają 14 dni na rejestrację dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego odpowiednim dla miejsca urodzenia dziecka (we Wrocławiu akt dziecka urodzonego w domu wydawany jest od ręki);
  • Książeczkę zdrowia dziecka;
  • Kartę uodpornienia (położna lub rodzice powinni zanieść do przychodni, w której zapisane będzie dziecko) oraz książeczkę szczepień dziecka;
  • Zaświadczenie dla pracodawcy potrzebne do uzyskania urlopu macierzyńskiego (nie wszyscy pracodawcy wymagają).
  • Listem przesyła też opis porodu (we Wrocławiu nie, natomiast otrzymaliśmy normalny rachunek za poród).

I co dalej?

Magda: Dziecko urodzone w domu omija seria procedur szpitalnych. Moja córka została odpępniona dopiero po porodzie łożyska. Osobiście przecięłam pępowinę i było dla mnie ogromnie istotne, że mogę zrobić to sama. Przy porodzie Starszaka położna dała wybór jedynie ojcu, a gdy ten powiedział „nie” przecięła, nie pytając już mnie o zdanie (a ja nie wiedziałam, że mogę! Wy wiecie?).Również w naszej gestii pozostała sprawa łożyska. Było bardzo duże, bardzo krwiste i do dziś zastanawiam się dlaczego nie zrobiłam zdjęcia na pamiątkę. Mogłam je zatrzymać – zamrozić albo wysuszyć. Mogłam je też zakopać w ogrodzie i na nim zasadzić drzewo. Mogłam je również sproszkować i zakapsułkować. Do wyboru do koloru, niestety przerosło mnie to, chyba, bo ostatecznie pojechało z położną do utylizacji.Magda: Nowo narodzonego człowieka nie odśluzowuje się ani nie przeprowadza zabiegu Credego. Nie są aplikowane zastrzyki z witaminą K, omija go też szczepienie w pierwszej dobie życia. Położna w książeczce zdrowia oraz w karcie szczepień umieszcza adnotację „rodzice nie wyrażają zgody na szczepienie” i od tej chwili w Waszych rękach spoczywają dalsze losy kalendarza szczepień (My takiej adnotacji nie dostaliśmy – czyli mimo podobieństw, każdy poród domowy jest inny, dużo zależy od położnej).

 Jeśli chcecie szczepić dziecko to po prostu udajecie się do przychodni i tam zamawiana jest specjalnie dla Was szczepionka na gruźlicę z sanepidu (darmowa). My odpuściliśmy szczepienie Euvaxem, który jest na WZW, ponieważ wybraliśmy 6w1, a w nim jest Engerix – po konsultacji z pediatrą ustaliliśmy, że nie ma sensu dublować dawki.
Co się tyczy badania słuchu pediatra kieruje na to badanie do odpowiedniej placówki. Wizyta jest bezpłatna, tylko trzeba się zarejestrować (we Wrocławiu jest to np. ośrodek laryngologiczny przy ul.Gajowej 23).

Można zaprosić do domu neonatologa, by ocenił stan noworodka (ale nie trzeba, ponieważ robi to położna). W piątej dobie zwykle (bo do nas trafił w dziesiątej) z wizytą patronażową przychodzi pediatra z przychodni i jest to wizyta bezpłatna, niezależnie od tego, czy dziecko rodzi się w domu czy też w szpitalu. Przychodzi również położna środowiskowa, ale nie musi to wcale być położna z rejonu, ponieważ same możemy ją wybrać wypełniając deklarację nfz.

Ponieważ Irenka zapomniała wagi z miarką Luśkę zważył następnego dnia lekarz i, ponownie, w trzeciej dobie Mariola. Natomiast jeszcze w kilka godzin po urodzeniu Irena zrobiła jej pulsoksymetrię czyli nieinwazyjny, bo przezskórny, pomiar wysycenia krwi tlenem i pomiar pulsu.

 

 

Dostaliśmy telefony do neonatologów przyjeżdżających do domu (w umowie zobowiązaliśmy się do „zaproszenia” lekarza w ciągu 48h, by ocenił stan noworodka – także u nas, w Warszawie, było to obowiązkowe i nieco kłopotliwe z soboty na niedzielę, ale do zrobienia) oraz adres punktu szczepień (na gruźlicę w Warszawie nie szczepi się wszędzie).

Magda: W trzeciej dobie położna domowa pobiera krew z piętki do badań przesiewowych, [jeśli rodzice wyrażą zgodę]. Waży dziecko i ogląda mamowe krocze (sprawdza też ewentualne szwy).
 
Po porodzie kontakt z położną pozostaje – co jakiś czas dzwonimy do siebie z informacją jak się czujemy. Jest to niesamowicie miłe! Ja swojej położnej przesyłam co kilka miesięcy fotkę córki na facebooku.

W umowie miałam zapis, że położna zostaje dwie-trzy godziny po porodzie. Irena została z nami aż sześć, bardzo miłych, godzin. Mało tego, pożyczyła Mężowi samochód, żeby zawiózł wymaz z uszka(przez GBS)  i krew pępowinową do badań – na poziom bilirubiny czyli żółtaczkę poporodową (Magda, we Wrocławiu takich badań nie miała).

Magda: Grażyna również była z nami bardzo długo, a dodatkowo wieczorem wpadła jeszcze raz z czekoladą dla Starszaka. Bo Olga była obecna przez większość pierwszej fazy, potem pojechała do przedszkola, a jak wróciła to jej maleńka siostra była już na świecie i to właśnie ona, dumna starsza siostra, powitała ją jako pierwsza, zaraz po nas.

 

Mała Dalia

Mała Łucja

PS

Przypomniało mi się, w tym miejscu, że nasza kochana położna robiła nam też zdjęcia w trakcie porodu – piękna pamiątka, choć widać na nich nasze zmęczenie, mimo wszystko przesłonięte szczęściem.

Blog rodzicielstworadosci.com nie ma poprawiać humoru, ma skłonić do refleksji. Opierając się na badaniach naukowych i doświadczeniach własnych może wskazać Ci alternatywną drogę do szczęścia…

Może zainteresuje Cię też:

Refleksja porodowa czyli Coś pięknego… a potem smutek…

Obrazkowa historia porodów

Zanim zdecydujesz się pobrać krew pępowinową

Poród domowy w pigułce cz.I

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather