Tags

, ,

Cóż to takiego ta cudowna „krew pępowinowa”? Czyżby pępowina była odrębnym bytem i miała własną krew? Otóż, Drodzy Czytelnicy, krew pępowinowa to nic innego jak krew Waszego dziecka, która nie zdążyła jeszcze do niego wrócić. To jemu zabieracie te 100-150 ml krwi, a nie „jakiejś tam” pępowinie czy łożysku!

Zastanawiam się ilu rodziców zgodziłoby się na to, żeby ktoś wbił igłę w ich nowo narodzone dziecko i pobrał mu 1/3 krwi? To jest to samo… tylko igła jest wbita w pępowinę zamiast w dziecko.

Rachel Reed, położna

 

 

Kilka suchych faktów

W „krwi pępowinowej” znajdują się komórki macierzyste (tak samo w szpiku kostnym, krwi obwodowej, w tkance tłuszczowej), posiadają one zdolność odnawiania się i różnicowania. Dzięki nim przez całe życie organizmu nieustannie odtwarzany jest układ krwiotwórczy i odpornościowy (występują przede wszystkim w szpiku, krwi, skórze i jelitach, to znaczy w tych tkankach, w których istnieje konieczność stałego wytwarzania nowych komórek).

Na stronie Polskiego Banku Komórek Macierzystych przeczytamy:

„Krew pępowinowa, to krew, która pozostaje w pępowinie i łożysku po narodzinach i po „odpępnieniu dziecka”. Jest ona cennym źródłem komórek macierzystych. Do niedawna była ona traktowana jako „odpad” i utylizowana razem z łożyskiem i pępowiną. Obecnie pobiera się ją w celu wyizolowania komórek macierzystych do przechowywania i późniejszego wykorzystania w leczeniu.”

Gdzie tkwi haczyk?

Właśnie w tym pospiesznym „odpępnianiu” – to nieprawda, że krew zostałaby zutylizowana, jeśli odetniemy pępowinę dopiero po tym, jak przestanie tętnić to większość z niej wróci do dziecka. O tym za chwilę.

Pobierający krew pępowinową zgodnie mówią, że pępowinę należy odciąć najpóźniej w ciągu 2 minut – wg zaleceń WHO z odcięciem należy poczekać 3-5 minut! (Ale o przedwczesnym odpępnianiu i jego konsekwencjach będzie w innym poście).

To, że komórki macierzyste mogą uratować życie nie ulega wątpliwości, problem w tym, że jeżeli chodzi o komórki macierzyste pochodzące z krwi pępowinowej to póki co zostały wykorzystane tylko raz dla ratowania „właściciela”, który miał problemy z mięśniem sercowym. Innych przypadków wyleczenia własną krwią nie odnotowano, były natomiast przypadki wyleczenia krewnych czy obcych.

Na stronie PBKM pominięto tego chorego na serce, jest natomiast przypadek dziecka z encefalopatią (zakwalifikowany jako „przeszczep ratujący życie”, a działo się to wszystko między styczniem 2008, a październikiem 2008 – ocena stanu klinicznego pół roku później):

„Celem przywrócenia funkcji neurologicznych ośrodkowego ukłądu nerwowego stosowano konwencjonalne metody terapeutyczne – ćwiczenia indywidualne, masaż ręczny relaksacyjny, stymulację logopedyczną, stymulację koordynacji wzrokowo-ruchowej. (…)
Ocenę kliniczną przeprowadzono pół roku po ostatnim przeszczepieniu. Nie stwierdzono powikłań związanych bezpośrednio z podaniem autologicznych komórek macierzystych znakowanych żelazem. Stwierdzono niewielką poprawę stanu klinicznego. Zaobserwowano niewielkie zmniejszenie spastyczności, zmniejszenie ilości napadów padaczkowych, próby aktywnego działania dziecka celem zmniejszenia oczopląsu oraz polepszenie kontaktu z rodzicami.” [1]

Gdybym miał dziecku choremu na białaczkę przeszczepić krew pępowinową, wybrałbym tę od innego dawcy.

prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak

„Nie tędy droga – mówi prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak. Kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych AM. Konsultant krajowy ds. hematologii. – Gdybym miał dziecku choremu na białaczkę przeszczepić krew pępowinową, wybrałbym tę od innego dawcy.

Dlaczego? Po pierwsze, nie ma żadnych gwarancji, że w krwi pępowinowej dziecka chorego na białaczkę nie znajdą się komórki, które same mogą inicjować proces nowotworowy. Po drugie, przeszczep pochodzący od innego dziecka jest nie tylko źródłem zdrowych komórek krwi, ale także wywiera dodatkowy efekt leczniczy (to tak zwana reakcja przeszczepu przeciw nowotworowi). (…) Jak dotąd jesteśmy pewni tylko jednego – krew pępowinowa może wyleczyć chorego na białaczkę, ale dotyczy to wyłącznie krwi pobranej od innego dziecka. Nigdzie na świecie nie było do tej pory ani jednego przypadku białaczki wyleczonej za pomocą przeszczepienia własnej krwi pępowinowej.”[2]

Jeśli masz w rodzinie chorego, którego chciałbyś wyleczyć krwią swojego dziecka, wówczas warto rozważyć takie rozwiązanie.

Krew z pępowiny – cena „polisy”?

Polski Bank Komórek Macierzystych nie próżnuje i W swojej ofercie ma już nie tylko „krew pępowinową”, ale także „komórki sznura pępowinowego” i „krew łożyskową”… Oczywiście wszystko za odpowiednią dopłatą (żałuję, ale nie mają w swojej ofercie samych „komórek sznura pępowinowego”).

Cena pakietu podstawowego w kwietniu 2015

Opłata wstępna 680 zł, opłata podstawowa 1 690 zł i i opłata za przechowywanie (roczna) 550 zł. W sumie 2920 zł.

Oczywiście zdarzają się jakieś „fantastyczne promocje” no. opłata podstawowa będzie mniejsza, jeśli umowę podpiszesz już w 25 tygodniu ciąży zaoszczędzisz 500 zł czyli prawie rok przechowywania masz gratis – tak, żeby nie mieć za dużo czasu na myślenie.

Jeśli zdecydujesz się przechowywać krew przez 18 lat to wystarczy jednorazowo wpłacić 5 550 zł (w ratach, oczywiście drożej – jeśli rata ma być płacona raz w roku wyjdzie nam 6732 zł) itd. itp.

Cały czas mowa o najtańszym pakiecie.

Cena najdroższego, złotego pakietu

Opłata wstępna 880 zł, opłata podstawowa 2 590 zł i 780 zł rocznie za przechowywanie. 4250 zł.

Nie daj, Panie, zbankrutować po drodze….

Ktoś mi jeszcze powie, że poród domowy jest drogi?

Dodajmy, że ilość krwi pępowinowej starcza na leczenie MAXYMALNIE 40-kilogramowego człowieka.

O cudzie „krwi pępowinowej”

Cóż to takiego ta cudowna „krew pępowinowa”? Czyżby pępowina była odrębnym bytem i miała własną krew? Otóż, Drodzy Czytelnicy, krew pępowinowa to nic innego jak krew Waszego dziecka, która nie zdążyła jeszcze do niego wrócić. To jemu zabieracie te 100-150 ml krwi, a nie „jakiejś tam” pępowinie czy łożysku!
Stwórca tak genialnie to wymyślił, że w chwili przeciskania się przez kanał rodny dziecko ma w sobie ok. 1/3 całej swojej krwi, dzięki czemu jest mniejsze. Po przyjściu na świat stopniowo odzyskuje krew z łożyska, które równocześnie zmniejsza swoją objętość (i nie powinno się go rodzić, po oddaniu całej krwi ono powinno wręcz samo „wypaść”). Czy to nie genialne? Byłoby gdyby wspaniali lekarze i położne nie zakłócali naturalnego przebiegu porodu…

Żadne zwierzę nie odgryza pępowiny natychmiast, wyłącznie ludziom przychodzą do głowy tak idiotyczne pomysły.

Zwierzenia położnej-wampirzycy

Rachel Reed jako młoda studentka położnictwa zdobyła nagrodę za zebranie największej ilości krwi pępowinowej, spośród swoich kolegów. Cytowany we fragmentach artykuł napisała „w ramach żalu za grzechy”.

„Pobieranie krwi pępowinowej stało się popularne w ostatnich latach, zwłaszcza w sektorze prywatnym. Pępowina ma w sobie magiczne komórki macierzyste i pomysł polega na tym, że jeżeli twoje dziecko zachoruje to być może będziesz mógł użyć tych komórek do leczenia go„.

To, co złości położną to brak informacji – rodzicom przedstawia się tylko 3 opcje dotyczące krwi pępowinowej:

– zachowaj ją dla swojego dziecka (i słono zapłać)

– oddaj ją do banku ogólnego

– wyrzuć ją

– „a co z opcją, żeby pozwolić jej dokończyć swą drogę i trafić do dziecka?”

„Nawet nazwa ‚krew pępowinowa’ wprowadza w błąd – krew tylko przepływa przez pępowinę. Do tego ulotki informacyjne mówią o pobieraniu krwi z łożyska, przemilczając fakt, że dziecko i łożysko tworzą jeden, wspólny obieg krwi. Po urodzeniu krew z łożyska płynie do dziecka, wspomagając przejście dziecka do oddychania.”

Co zabawne (choć to taki śmiech przez łzy) to zbyt mała ilość krwi, która wróci do dziecka z łożyska powoduje większość chorób, które mają być leczone przy pomocy „krwi pępowinowej”… Rodzice nie są informowani o tym, że pobranie „krwi pępowinowej” wymaga przedwczesnego odcięcia pępowiny.

„Wytyczne dla pediatrów mówią o tym, że ‚u niemowląt i dzieci nie powinno się pobierać więcej niż 5% całkowitej objętości ich krwi, w przeciągu 24 godzin‚. Noworodek ważący 3,6 kg ma ok. 280 ml krwi – więc powinno mu się pobrać nie więcej, niż 14 ml. Dlaczego te przepisy nie mają zastosowania w odniesieniu do kilkuminutowych noworodków? Worek pępowinowy ma 250 ml (35 ml wypełnione od razu płynem przeciwzakrzepowym), minimalna ilość krwi akceptowalna przez banki krwi to 45 ml, a maksymalna możliwa to 215 ml. (…) Jako położna-wampir wypełniałam ok. połowę worka, więc minimum 90 ml. Ta ilość stanowi znaczący odsetek objętości krwi noworodka!

Zastanawiam się ilu rodziców zgodziłoby się na to, żeby ktoś wbił igłę w ich nowo narodzone dziecko i pobrał mu 1/3 krwi? To jest to samo… tylko igła jest wbita w pępowinę zamiast w dziecko.” [3]

 

***

Linki do Pani Aleksandry Olearczyk, kierownika produktu Polskiego Banku Komórek Macierzystych (źródło pozostawiam do oceny Czytelnikom):

http://www.viacord.com/treatments-and-research/family-stories/

 

http://www.cordblood.com/best-cord-blood-bank/stem-cell-therapy/advancing-stem-cell-therapies

http://www.cordblood.com/best-cord-blood-bank/stem-cell-therapy/~/media/Files/PDFs/CellTherapy_Experience.pdf

***

Na własną rękę szukałam optymistycznych doniesień na temat autologicznych przeszczepów krwi pępowinowej na stronach bbc i medycznego, szanowanego czasopisma Lancet – bezskutecznie.

Jeśli ktoś znajdzie będę wdzięczna za link.

 

Blog rodzicielstworadosci.com nie ma poprawiać humoru, ma skłonić do refleksji. Opierając się na badaniach naukowych i doświadczeniach własnych może wskazać Ci alternatywną drogę do szczęścia…

Może zainteresuje Cię też:

Dlaczego poczekać z zaciśnięciem… czyli skutki przedwczesnego odpępnienia

Co ma wspólnego krew pępowinowa z anemią?

Obrazkowa historia porodów

Jak się rodzi w domu

Poród domowy w pigułce cz.I

Poród domowy w pigułce cz.II

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather