Dziś fragmenty dwóch książek, o naszych braciach mniejszych…

 

A co powiedzielibyśmy my, ludzie, gdybyśmy dla naszych dzieci ‚tylko’ tyle musieli poświęcać co sikorki? Przeciętni rodzice małych sikorek w czasie 18-21-dniowego okresu gniazdowania przynoszą 7743 razy pożywienie, żeby wetknąć je w wiecznie głodne, otwarte dzióbki swoich dziewięciorga dzieci. W okresie ‚finiszu’, tuż przed opierzeniem się piskląt każde z rodziców od wschodu do zachodu słońca, bez przerwy, co dwie minuty musi przynieść do gniazda posiłek. Jeżeli nie wykona tego pensum, bo na przykład w chudych latach musi dłużej szukać, oznacza to śmierć jednego lub nawet kilku piskląt.
(…)
Gęsi gęgawy nade wszystko lubią spać. Dopóki o nie chodzi, to spędzają codziennie 12 godzin w objęciach Morfeusza. Ale jeżeli opiekują się dziećmi, rzadko kiedy zmrużą oko. (…)
Karmi on [flaming] swoje pisklęta cieczą produkowaną przez wole, które zawiera tyle czerwonych ciałek że staje się czerwona. Krew z serca jako pożywienie dla dzieci!

W rodzinie pelikana australijskiego karmienie starszych dzieci jest połączone omal z narażeniem życia. Kiedy matka lub ojciec wracają do gniazda, dwa lub trzy młode rzucają się na nich jak rabusie. Jeden z nich wciska swój dziób w dziób któregoś z rodziców i siłą podważa go, jak zamkniętą szufladę, przemocą wpycha głowę i szyję głęboko do gardzieli. Wygląda to, jak gdyby ojciec miał ochotę połknąć własne dziecko. W rzeczywistości to dziecko wdziera się aż do dna żołądka, tak że oba ptaki omal się nie uduszą. Mimo tej tortury rodzice wciąż powracają, żeby karmić swoich dręczycieli.

Nie istnieje właściwie nic, co potrafiłoby odwieść rodziców od opiekowania się dziećmi, nawet bolesna ‚niewdzięczność’.

V. Droscher ‚Rodzinne gniazdo”

 

O pingwinach cesarskich i ich 15. dniach „urlopu” w roku poczytajcie sam.

 

Sowy łączą się w pary na całe życie i gdy sowi towarzysz umiera, druga sowa niekoniecznie wyrusza na poszukiwanie nowego partnera. Zamiast tego może odwrócić głowę w stronę drzewa, na którym właśnie siedzi i w głębokiej depresji gapić się na nie nieruchomo aż do śmierci. Ta dogłębna żałoba jest przejawem gorących sowich uczuć i ich oddania dla swoich życiowych towarzyszy.

(…)

Na wolności ojciec sowa poluje bez wytchnienia. Jednej nocy musi dostarczyć około sześciu myszy na pisklę. Zwykle wylęga się pięć piskląt. Samiec musi też nakarmić swoją partnerkę, która nigdy nie opuszcza gniazda i zjada około trzech myszy dziennie.

(…)

Siedmiotygodniowy Wesley

Od tej pory Wesley chodził ze mną wszędzie. Nawet gdy wychodziłam po zakupy, owijałam go w dziecięce kocyki i trzymałam w ramionach, by ogrzać go w czasie tej pierwszej, chłodniej zimy. Czasami ktoś pytał, czy może zobaczyć „dziecko” i gdy odsłaniałam kocyk, odskakiwał w tył piszcząc: „Co to jest? Dinozaur?” Najwyraźniej świat jest pełen wykształconych dorosłych, z kredytami hipotecznymi i portfelami akcji, którzy myślą, że ludzie chodzą po marketach z dinozaurami w ramionach.

(…)

Dojeżdżałam do pracy i codziennie zabierałam tam Wesleya. Czasami było mi trudno wykonywać swoje zadania, wciąż mając go przy sobie, więc pewnego dnia spróbowałam zostawić go z jednym z badaczy. [Gdy sowa spała]. (…)

– Musisz wracać do biura – wydyszał.

– Coś się stało? – krzyknęłam rzucając wszystko. – Coś z nim nie tak?

– Nie wiem, nie wiem, po prostu się obudził – odpowiedział.

Stacey i Wesley

Serce łomotało mi w piersi, gdy gnałam do biura, przeskakując po dwa schody na raz. Gdy dotarłam na trzecie piętro, usłyszałam straszliwą mieszaninę pisków. Wpadłam do pokoju i zobaczyłam małą białą główkę Wesleya kołyszącą się w górę i w dół nad brzegiem pudełka. Wrzeszczał tak głośno, że wypłoszył wszystkich z pokoju.

Gdy podeszłam do pudełka, tylko opuścił powieki w geście pozdrowienia i miękko, słodko, cichutko zaświergotał. Świat był znów piękny, gdy byłam przy nim.

– Nie możesz go już tu zostawić – powiedział Jergen. – Nigdy nie skończymy pracy.

W naturze nie ma czegoś takiego jak opiekunka do dziecka. Taka jest Droga Sowy.

Po tym strasznym wydarzeniu zabierałam Wesleya bezwględnie wszędzie ze sobą i nie zostawiałam go samego, dopóki nie ukończył trzech miesięcy, w którym to wieku zaczął opuszczać gniazdo.

(…)

Miękki, niski głos powiedział:

– Halo, Stacey?

Wesley na żerdzi

Kolana ugięły się pode mną. Facet, co do którego snułam nadzieje i plany, o którego modliłam się i błagałam, Paul, zapraszał mnie na randkę. (…)

– Hm, hoduję sowie pisklę i nie mogę go zostawić samego. Mogę zabrać go ze sobą w małym pudełku, z małą miseczką jedzenia? On je myszy, hm, ale to nie problem, bo one są już pokrojone na kawałki – przeżywałam nieziemskie katusze”.

 

Stacey o’ Brien, „Sowa Wesley”

 

 

 

Blog rodzicielstworadosci.com nie jest kolejnym blogiem parentingowym, zawierającym tylko miłe wszystkim informacje. Przeciwnie, opierając się na badaniach naukowych i własnym doświadczeniu, często piszę o czymś, o czym wolałbyś nie wiedzieć … To od Ciebie zależy co z tą wiedzą zrobisz!

 

Może zainteresuję Cię też:

Czym jest odruch moro?

8 wskazówek dotyczących karmienia piersią (LLL)

Shop pracz czyli pieluchy wielorazowe

Jak nosiły nasze babki i sąsiadki czyli sztuka noszenia w obrazach i zdjęciach

Jak się przygotować czyli poród domowy w pigułce

Co ma wspólnego krew pępowinowa z anemią?

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather