Mimo że konsekwentnie nazywam trzmiela trzmielem to wystarczyło, że raz Mąż nazwał go „bąkiem” i Lu podłapała. Od tej pory co zobaczy trzmiela „miga” słowo „bąk”. W ramach protestu od dziś puszczam trzmiele.

Hmm, à propos, czy Wasze dzieci też mają bogaty język migowy? Lulek potrafi zamigać: „kościół/modlić się”, „brzydka pogoda”, „siku” „kupa” z drugiej strony), „niedobre”, „boi się/boję się”, „daj mi jeść!”, „daj wafla” (tak, wygląda to inaczej), „chce mi się pić”, „zgaś światło”, „śpi/spać”, „cicho”, „ciemno”, „zimno”, „posmaruj mi kanapkę”, „łyżka”, „widelec, „przewrócony”, „kostka”, „dziadek”, „samochód” (no to z dźwiękiem), „weź mnie na kolana”, „pająk’, „mrówka”, „chodź tu”, „gorąco”, „pieniądze”. Tyle pamiętam na szybko. I pomyśleć, że kiedyś chciałam ją nauczyć noworodkowego migania…

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather