Dziecięce możliwości coraz częściej mnie zaskakują.

16- i 18-miesięczna dziewczynka razem sprzątnęły grę „literka do literki”. Wystarczyło zacząć i zapytać czy mi pomogą. Pomogły i to z radością.

*gra należy do 5-letniego brata Półtorarocznej

Tego samego dnia wspólnie zjadły zupę. Łyżkami, z talerza. Większość wylądowała w brzuchach. Zupa była mamy starszej dziewczynki, w obliczu nagłego przypływu apetytu dziatwy chętnie się z nimi podzieliła.

Kilka dni temu odwiedziliśmy Migdałka. Robi niesamowite postępy i widać, że chętnie by już pobiegł za Lu, ale Ona ma problemy z usiedzeniem w miejscu. Co jakiś czas podbiegała do niego, głaskała po głowie, a nawet „zniżyła się” do czworaków i otarła się czółkiem kilka razy o jego czółko. Widok uroczy. Coś tam zagadywała do młodszego kolegi i biegła dalej.

Dziś rano, jako że jesteśmy na etapie prób „odpieluchowywania”, część siusiu trafiła do nocnika (na stojąco, a jakże), a część obok.

– Weź, proszę, ręcznik i wytrzyj siusiu – powtórzyłam jeszcze raz, powoli wskazując najpierw na ręcznik i – gdy już wylądował w małych rączkach – na siusiu. Wszystko zostało dokładnie starte, a ręcznik… wrzucony do wanny.

– Dziękuję, że mi pomogłaś. Mogłam dokończyć to, co robię.

Jestem oniemiała z zachwytu. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że tak maleńki człowiek może tyle rozumieć i naprawdę pomagać w domu.

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather