Tags

, , ,

Jowita ma wielkie, błękitne oczy, a ich spojrzenie jest pełne chochlików. Trudno uwierzyć, że kiedy rodziła się 3,5 roku temu, w mroźny styczeń, ważyła zaledwie 900 gram, a Jej waga spadła potem do 820 gram. Oto historia Jej wygranej walki o życie oraz dwóch przegranych walk Jej rodzeństwa.

 

Kiedy patrzycie na młodą blondynkę w okularach, która próbuje powstrzymać swoje szczuplutkie, ciemnowłose dziecko przed obiciem nosa w autobusie czy zastanawiacie się przez co przeszły? Czy przyszłoby Wam do głowy, że ta dziewczyna o twarzy dziecka pochowała dwójkę dzieci? Nie? Mnie też nie, a jednak…

 

Pierwszy

Syn Pauliny urodził się w 28 tygodniu ciąży, urodził się zanim przyjechała karetka.

Nie podjęto próby ratowania.

Ruszał się. Prosiłam, by podali mu tlen. Czekali na drugą karetkę, bo nie wiedzieli co zrobić.

 

Druga

19 tydzień ciąży, Córka. Skurcz. Karetka do szpitala. Za późno. Nie miała szans.

Nie było szans. Ciąża bez żadnych powikłań  i wszystko nie wiadomo dlaczego. Lekarze snują przypuszczenia. Żadne się nie sprawdza. A jak nie wiadomo co to, to nie wiadomo jak się przed tym bronić. Dlatego nie chcę więcej.

 

Jednak jest i trzecie – Jowita

900 gram, zaraz 820, urodzona przez cięcie cesarskie, na przełomie 26. i 27.tygodnia ciąży. Żywa, śliczna, mikroskopijna…

Zaszczepili ją w 2. dobie, zanim ją zdążyłam zobaczyć. Po 2 lub 3 dniach dostała sepsy. Dlatego k*tasom sprawę założyłam.

Czyn zakwalifikowany jako narażenie życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dopiero wszczęto postępowanie.

Paulinę wspierał ojciec Jowity Radek. Ona zajmowała się Córką, a on nią. To on kłócił się z personelem i pocieszał Paulinę. „Bez niego bym tego nie udźwignęła”.

Wyła dzień i noc. Jadła, bo musiała i spała, bo musiała. W nocy, po 2 godzinach, wyganiali ją ze szpitala. Takie były jej dni.

Pielęgniarki nie pozwalały dotykać jej dziecka, aż w końcu się „wk*rwiła” i dotykała. Personel rzadko zaglądał, więc otwierała inkubator i głaskała swoją Córeczkę.

Po tym, jak pozwolono wreszcie Paulinie wziąć Jowitę na ręce poczuła się o wiele lepiej, nie musiała już walczyć o laktację.

 U nas kangurowanie było, ale późno. Jowi po 1 kangurowaniu jadła więcej. Ja miałam więcej mleka. Raptem poprawiła się jej kondycja, miała coraz lepsze wyniki, coraz lepiej przybierała na wadze. Kangurowanie jest potrzebne, ono daje maluchom szanse dużo większe, niż lekarze mówią.

Jowita już przy pierwszym kangurowaniu szukała piersi i napiła się sporo mleka. A zalecano mi nie starać się, bo ‚przy wcześniakach to nie wychodzi’. Wszyscy byli w szoku. Karmiłam po 3-4h non stop, choć głównie z butelki [swoim, odciągniętym], w międzyczasie przysypiała.

Poza tym kangurowanie to nie tylko dar dla dziecka, to też szansa dla mamy. Wcześniaki to kruche istoty i zdarzają się okrutne tragedie, kiedy umierają.

Co wtedy z mamą, która nigdy nie dotknęła swojego dziecka? Ja do dziś czuję się matką – nie matką. Nie było tej więzi, nie mogłam jej poczuć. To straszne, bo wiem że tego nigdy nie nadrobimy.

 

Zapytałam Paulinę skąd bierze siły.

Ja? Chyba z miłości do nich. I od Radka też biorę. Jowita daje mi sama

 

Paulina jest chętna do kontaktu, gdyby ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, chciał o coś Ją zapytać to napiszcie do mnie, a podam Wam Jej maila.

 

Disclaimer:
Informację zawarte na stronie służą wyłącznie celom edukacyjnym i informacyjnym, czasami tylko poglądowym, dlatego nigdy nie mogą zastąpić one opinii pracownika służby zdrowia. Takie jest prawo.

Blog rodzicielstworadosci.com nie ma poprawiać humoru, ma skłonić do refleksji. Opierając się na badaniach naukowych i doświadczeniach własnych może wskazać Ci alternatywną drogę do szczęścia…

Może zainteresuje Cię też:

Kto lubi ośmiornice?

Rodzicielstwo pełne oddania

Nie każdy chce wiedzieć – znikająca petycja

Niemowlęta Nestlé… Jak to się stało?

Handelek organami czyli nielegalne mleko i komórki macierzyste

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather