Tags

, , ,

Jakieś dwie dekady temu, kiedy to Przyszły Mąż miał lat 14, a ja dwa razy mniej i nie mieliśmy pojęcia o swoim istnieniu, postanowił On wraz z kolegami stworzyć sobie namiotową bazę…

Jeden znajomy użyczył działki nad rzeką, drugi namiotu, trzeci świeczki, a pozostali śpiworów. Oczywiście poza kuratelą rodziców chłopcy czuli się swobodnie, toteż nie wylewali za kołnierz. Część z nich, ta najmłodsza, w tym Mój Przyszły i Jego młodszy brat, wieczorem wróciła do domów. Druga część poszła na dyskotekę. Natomiast trzecia część w osobie Mitka została, chrapiąc w namiocie. Początkowo Mitka miał pilnować Kostek, jednak mu się znudziło, więc zapytał śpiącego czy zostawić mu zapaloną „lampkę”:

– Mhm…- rozsądnie odpowiedział zalany Mitek.

– Dobra, to Ci zostawiam.

 

Nadmienić należy, że lampka była niezwykłej konstrukcji – młodzi inżynierowie do słoika wsadzili świeczkę, a żeby się nie gibała chwiejnie na boki umocowali ją zwiniętymi gazetami.

Jakież było zdziwienie młodego Przyszłego, gdy rankiem w niedzielę nie znalazł rozbitego na polu namiotu, ani śpiworów, ani Mitka. Natomiast stało tam dumnie pogorzelisko po namiocie, poopalane do połowy sznurki i dwa spalone buty.

Rozgorączkowany i przestraszony pobiegł do reszty kolegów, zakomunikować im, że „Mitek się spalił!”. Smutek ogarnął biednych chłopców, ale poczuli się w obowiązku, żeby zanieść tę straszną nowinę rodzicom Mitka. Oczywiście padło na mego Lubego, w końcu to On odkrył zgliszcza dawnej bazy.

Z duszą na ramieniu zapukał do drzwi domu Mitka. Gdyby miał czapkę, zapewne trzymałby ją oburącz, opuszczoną do kolan. Właśnie zbierał w sobie siły i odwagę, kiedy pan domu powiedział:

– Zawołam.

Zdumionym oczom Posłańca ukazał się Mitek – niemal cały i zdrowy, choć bez brwi i rzęs.

– Gorąco i duszno mi było w nocy, zacząłem się kręcił – wyjaśniał. – Źle mi się spało, bo strasznie jasno było w tym namiocie, przekręciłem się na bok i nadal było jasno… Zerwałem się na równe nogi, kiedy zrozumiałem, że namiot się palii. Chwyciłem tylko swoje buty, ale podeszwy już im się zdążyły stopić. Głupio wyglądałem, bo mi trochę brwi i rzęsy spaliło, więc zgoliłem je do reszty.

Tak to się szczęśliwie zakończyła historia Mitka, który – na szczęście – spalił się nie do końca, a rzęsy i brwi mu odrosły.

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather