Dzięki gościnności Margolci i Jej Męża 5dniowy pobyt w Szwecji wyszedł nam taniej, niż wypoczynek w Sudetach… Zapewnili nam nocleg, jedzenie i tetrę czyli wszystko co niezbędne do życia.

Wszyscy dookoła straszyli nas, że w Szwecji panuje potworna drożyzna. Tak – drogie są noclegi, woda (ale ta z kranu jest zdatna do picia!), chleb i transport. Reszta jest w cenach porównywalnych do polskich. Nakupowaliśmy pamiątek, ubrań (sic!), smakołyków i owoców i nie odczuliśmy tego dotkliwie (w przeciwieństwie do wizyty u polskiego dentysty w dzień przed wylotem).

Lecieliśmy linią Wizzair

Bilet w obie strony dla nas – dwójki dorosłych i 14 miesięcznej Córki zapłaciliśmy 284 złote. Można znaleźć loty jeszcze taniej, nas ograniczał czas i „mus” powrotu w niedzielę.

Zapakowaliśmy się w bagaż podręczny (Wizzair ma najmniejsze dozwolone wymiary, wolne od opłat, 42x32x25 cm ) – dziecku nie przysługuje, ale i tak zostało nam jeszcze miejsce. Dodatkowo przysługiwało nam wzięcie posiłku na czas podróży dla dziecka, składanego wózka i małego łóżeczka (wszystko to dla dzieci do lat 2). Wzięliśmy tylko suszone owoce, wzbudzając zdumienie kontrolerów i unikając najdłuższej kolejki, gdzie kontrolowano płyny dla dzieci.

Pewna Polka wzięła ze sobą spacerówkę… Skończyło się tym, że spacerówka została na płycie lotniska…

Rodzicom z maluchami do lat dwóch przysługuje też pierwszeństwo odprawy. Całkiem fajna opcja w Szwecji, gdzie nie trzeba pół godziny gnieść się w zamkniętym autobusie…

To, co jest ogromnym plusem lotu z Warszawy do Sztokholmu (Skavsta) to jego długość – 1,5 godziny. Ledwo wystartowaliśmy, a już lądowaliśmy.

1982270_995138707164980_5564754479457754559_n

 W pierwszą stronę Córka przyssała się do piersi i zasnęła, także podróż w ogóle nie była uciążliwa ani dla nas, ani dla Niej. Nawet mimo wszechobecnych reklam „kanapka za jedyne 21 złotych, perfumy z bobra w promocyjnej cenie 50 euro” – samolot zamienił się w stragan… Taki urok tanich linii.

Z powrotem lądowanie było nieprzyjemne – nawet pierś nie pomogła, na szczęście krótkie.

Zaskoczyło nas lotnisko… W lesie. Maleńkie i prawie niewidoczne.

 

Wszechobecne „hej, hej!”

W Polsce na kilometr kwadratowy przypadają 123 osoby, w Szwecji 22… Dla mnie miejsce idealne. Nieważne czy Szwedzi widzą Cię raptem drugi raz w życiu, już z daleka wołają z uśmiechem: „hej, hej!”. Od razu dzień jest milszy. Niemal wszyscy znają też świetnie język angielski. Podobno wynika to z tego, że telewizja jest u nich po angielsku z napisami (a nie jak we Francji z dubbingiem – brr…).

W związku z niewielkim zagęszczeniem i miłym usposobieniem mieszkańców nie krępowałam się karmić piersią „na zewnątrz”. Raz tylko spowodowałam zmieszane „oj, oj”, czym z kolei wypowiadający spowodował odklejenie się ode mnie dziecka.

11111913_995141947164656_1980870319969750756_n11401384_995487840463400_7504186954660945006_n11222298_995140633831454_5909890768444154786_n

Z niezliczonych ogródków wyglądały na nas trolle, ale ich jakoś się nie wstydziliśmy.

11537808_995142750497909_739258549018257628_n 11427178_995143040497880_4317896621948196021_n

 Marcepan

Na co dzień nie jemy cukru, ale wyjazd to wyjazd – musieliśmy skosztować lokalnych specyfików. Polecam „mazarin” i „appelkrona” – niebo w gębie! W szwedzkich słodkościach dominują migdały i/lub marcepan.

 Uroczy cmentarz

Tak, cmentarz. Oczarował mnie. Ławki, sadzawka, mnóstwo zieleni. Żadnych płyt nagrobnych. Kojarzący się z życiem, nie ze śmiercią.

10533894_995141423831375_1335866469628615372_n

11412378_995140880498096_2812985251734357000_n

skojarzenie takie

11403448_995142063831311_7714257749540142914_n11022516_995141510498033_1599373035353875662_n

Zorza

Cóż, zorza polarna wciąż widnieje na liście moich niespełnionych marzeń. Za to nocą w każdym szwedzkim domu pali się chociaż jedna lampka… Niestety zdjęcia nie zdązyliśmy zrobić, bo uciekaliśmy przed komarami, no i wiecie w Szwecji dzień jest naprawdę dłuuugi. Właściwie to całą noc jest dość jasno. Orientacyjnie: 15 czerwca wschód słońca 3.31, zachód 22.04.

Szwedzka impreza

W piątek wieczorem sąsiedzi urządzili imprezę (za oknem całkiem jasno, bo było ok. 20), pomyślałam „no to po spaniu”. Jakże się myliłam! Muzykę przestaliśmy słyszeć jeszcze przed 22 (i wciąż było jasno).

W Szwecji jest sporo chust… na głowach Somalijek.

Załapaliśmy się też na wspaniały koncert instrumentów dętych w kościele anglikańskim.

10561705_995486533796864_5441719606026903870_n

Benzyna

Na stacjach benzynowych widzieliśmy jedynie benzynę 85 i 95 oktanową… A samochody wyglądają tak samo, z wyjątkiem kilku perełek.

Jak z "Mafii"

Jak z „Mafii”

11401332_995144007164450_6922334496426900716_n10568807_995150410497143_990242648952216272_n

Zieleń i błękit

W ramach rekompensaty za brak zorzy mieliśmy inne, cudowne widoki. Poniżej kilka zdjęć. To, jak reagowały na siebie dzieciaki opiszę innym razem, bo temat zasługuje na osobny post.

10403384_995143167164534_547965082094317145_n

Szwedzki trawnik przed blokiem – wolny od petów i psich kup

P1000532 10253788_995144723831045_2587864663020581322_n 10363965_995153883830129_8837680890208112588_n 11174781_995141517164699_4282769422203221117_n 11400981_995144817164369_1548260990232876090_n 11402700_995143830497801_1138947271548184794_n11392827_99511142863831231_6434315450569812562_n

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather