Już prawie miesiąc minął od urodzin Lu, a ja od tygodnia toczę boję z hasłem… no nieważne – „dałam radę”, jak mi to mówi moja Ulubiona Pierworodna Córka

 

Więc na osłodę tych bojów dzielę się przepisem na proste i smaczne ciasto.

 

Składniki:

spód dokładnie wg tego przepisu z tym, że mi nigdy ciasto od sody nie rośnie, więc równie dobrze mogłoby być bez i nie kroiłam już tego spodu na dwie części, jak ktoś ma więcej kulinarnego szczęścia niech próbuje 🙂

czyli:

  • 3 średnie marchewki
  • 5 jajek
  • 3 łyżki mąki kokosowej
  • 3 łyżki mąki kasztanowej
  • olej kokosowy do posmarowania formy
  • płaska łyżeczka sody

A poza tym:

  • śmietanka do ubijania (najlepiej bez karagenu!)
  • konfitury bez cukru, wg uznania, u mnie brzoskwinia, wiśnia (odrobina) i porzeczka
  • do dekoracji nerkowce w surowej czekoladzie i jedna figa – na pewno dostaniecie je w Tesco w dziale bio, i przez Internet też oczywiście
  • ciasteczka orkiszowe (słodzone miodem) z Rossmana – to te zwierzątka z wierzchu
  • wiórki kokosowe
  • morwa
  • kakao

Marchewki obieramy i ucieramy. Następnie dodajemy do nich jajka, mąkę, sodę (?) i miksujemy na gładką masę. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Okrągłą formę (u nas 24 cm) nacieramy olejem kokosowym. Pieczemy ok. 50 minut.

Kiedy ciasto już się upiecze i wystygnie i smarujemy je z wierzchu konfiturą (nie za dużo) i nakładamy na nią połowę ubitej na sztywno śmietanki. Drugą połowę mieszamy z inną konfiturą – fajnie, gdy jest kolorowa i łyżką kakao. Smarujemy po „białej” śmietance. Dekorujemy wierzch. Gotowe.

 

 

Dzień po urodzinach Lu pojechaliśmy do Wrocławskiego ZOO, ale o tym w osobnym wpisie.

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather