Tym, co czyni tę historię jeszcze bardziej niezwykłą jest fakt, że nie ma żadnych dowodów wskazujących na to, że przynajmniej część z tych przestępstw rzeczywiście miała miejsce, natomiast istnieje sporo dowodów prowadzących do wniosków odwrotnych – że nigdy się nie wydarzyły.

 

Oto historia Paula Ingrama, aktywnego i charyzmatycznego chrześcijanina z miasta Olimpia ze stanu Waszyngton. Był powszechnie szanowanym obywatelem, nie tylko w Kościele Żywej Wody, do którego należał, ale także w hrabstwie Thurston, gdzie był zastępcą szeryfa oraz w lokalnej partii Republikańskiej, której przewodniczył.

W 1988 roku jego dwie córki oskarżyły jego i kilku ważnych mężczyzn o satanistyczne praktyki i wykorzystywanie seksualne.

Po miesiącach plotek doszło do aresztowania, uwięzienia, przesłuchania, a nawet egzorcyzmów.

Po tym wszystkim Paul przyznał się do winy bez procesu i wylądował w więzieniu stanowym na 15-lat1. [Wyszedł na 6 lat przed odsiedzeniem całego, 21-letniego, wyroku]. Zeznał, że wraz z żoną Sandy przez 17 lat wykorzystywali seksualnie własne córki. Ingram przyznał, że był przywódcą sekty satanistycznej, której członkowie dokonywali na terenie jego farmy rytualnych mordów na niemowlakach i zwierzętach. Oświadczył też, że jedna z jego córek zaszła z nim w ciążę, a następnie została przez niego zmuszona do aborcji. Stwierdził, że jego dom służył jako kwatera grupy pedofilów (wśród nich było dwóch policjantów), którzy regularnie upijali i gwałcili Julie.

Tym, co czyni tę historię jeszcze bardziej niezwykłą jest fakt, że nie ma żadnych dowodów wskazujących na to, że przynajmniej część z tych przestępstw rzeczywiście miała miejsce, natomiast istnieje sporo dowodów prowadzących do wniosków odwrotnych – że nigdy się nie wydarzyły. Na przykład niezwykle drobiazgowe śledztwo policyjne, które obejmowało staranne przeoranie farmy Ingrama, nie doprowadziło do odnalezienia fizycznych dowodów mordowania niemowląt i zwierząt. Mimo dokładnych poszukiwań nie udało się odnaleźć lekarza, który miał rzekomo dokonać aborcji. Badający córki lekarz rodzinny Ingramów, nie zauważył u nich śladów molestowania. Samoloty patrolujące okolice nie zlokalizowały ognisk, wokół których miały się rzekomo odbywać satanistyczne rytuały (choć doprowadziły do przyłapania członków kilku korporacji studenckich podczas piwnych imprez na świeżym powietrzu). Dwaj policjanci, którzy mieli należeć do grupy pedofilów zaprzeczyli temu. Julie Ingram stwierdziła, że otrzymała od ojca list z pogróżkami, tymczasem okazało się, że rzeczony list napisała sama. W wyniku nakazanych przez sąd badań na ciałach Ericki i Julie nie odnaleziono żadnych blizn – blizn, które miały być wynikiem wielokrotnych tortur satanistycznych. Ericka nadal publicznie twierdzi, że została okaleczona i oskarża biuro szeryfa o odmowę aresztowania trzydziestu lekarzy, prawników i sędziów, w których rozpoznała członków satanistycznego spisku i którzy, jak twierdzi, nadal mordują niewinne niemowlęta. Oprócz zeznań samego Ingrama nie ma żadnych dowodów, które potwierdzałyby oskarżenia Ericki i Julie. Paul Ingram odsiedział wyrok za przestępstwo, którego – jak twierdzi większość ekspertów – nigdy nie popełnił2

To, co najbardziej niepokojące w sprawie Paula Ingrama to to, że padł on ofiarą histerii, szerzącej się w późnych latach 80. XX wieku, co do wykorzystywania dzieci w rytuałach satanistycznych i seksualnych3.

Zastanówmy się, jak Paul Ingram mógł uwierzyć w to, że gwałcił i molestował własne córki (Erickę i Julię). Wymagało to wykonania dwóch zadań perswazyjnych – przekonania o tym najpierw córek, a potem ojca.

Dokumentacja dotycząca tego, w jaki sposób Ericka (wówczas dwudziestodwuletnia) i Julie (wtedy osiemnastoletnia) uwierzyły w to, że ojciec je molestował jest niepełna. Wiadomo, że brały udział w rekolekcjach dla nastoletnich dziewcząt pod hasłem „Serce sercu”, sponsorowanych przez kościół. Najwyraźniej dyskutowano tam często o molestowaniu dzieci. Podczas pierwszych rekolekcji Ericka i Julie złożyły niezależne skargi, w których doniosły o tym, że są molestowane seksualnie przez dwóch różnych sąsiadów. Śledztwo policyjne wykazało, że w obu przypadkach brak jest dowodów, umożliwiających sformułowanie aktów oskarżenia. Podczas rekolekcji w 1988 roku, Karla Franko, kobieta należąca do sekty odnowy ewangelicznej i podająca się za uzdrowicielkę, przepowiedziała, iż okaże się, że ktoś z obecnych na sali był jako dziecko molestowany przez krewnego. Jedna z dziewcząt natychmiast wybiegła na zewnątrz i oświadczyła, że chodzi o nią. Przyłączyły się do niej inne dziewczynki, które także stwierdziły, że padły ofiarą molestowania4. [Nasuwa mi się tu skojarzenie z wydarzeniami związanymi z tzw. „polowaniem na czarownicę”, kiedy grupa dziewczynek miała taką władzę, że mogła posłać na stos każdego]. Późnym popołudniem ostatniego dnia rekolekcji Ericka także oświadczyła, że zdała sobie sprawę z tego, iż była molestowana seksualnie przez ojca.

Choć powyższy opis jest niepełny, można zauważyć kilka czynników, które wpłynęły na sformułowanie oskarżenia – na przykład sytuację, w której stwierdzenie, iż było się seksualnie molestowaną było nie tylko stosowne, ale nagradzane uwagą, sympatią i poczuciem przynależności. Niestety sprawa Ingrama nie jest odosobnionym incydentem. Mieliśmy do czynienia z ogólnonarodową epidemią oskarżania rodziców o molestowanie seksualne własnych dzieci5. [Tu kolejna analogia: w Szwecji bardzo duży nacisk kładzie się na zakaz jakiegokolwiek bicia dzieci, co dzieci nauczyły się już wykorzystywać… Znane są przypadki, gdy skazywano rodziców bez żadnych dowodów – np. dzieci zmyślały nieistniejące adresy, gdzie rzekomo ojciec się nad nimi znęcał, a nawet później przyznawały się do wymyślenia wszystkiego – a dzieci oddawano w ręce ubogich, którzy dzięki temu dostają dotacje… Ale to problem na osobny tekst, który tylko chciałam zasygnalizować.]. Oczywiście w niektórych rodzinach rzeczywiście dochodzi do molestowania seksualnego, co na ogół ma tragiczne konsekwencje. Równocześnie jednak coraz więcej przemawia za tym, że wiele oskarżeń o molestowanie seksualne opiera się na wspomnieniach skonstruowanych później, nieodpowiadających rzeczywistości. Dokładna analiza tych przypadków ujawnia zbieżności z incydentem Ingrama i stałe wykorzystywanie czterech technik wpływu.

 

brain wash

 

 

Jakie są cztery główne techniki wpływu?

 

Pierwsza polega na przejęciu kontroli nad sytuacją i stworzeniem atmosfery sprzyjającej komunikatowi; proces ten nazywamy perswazją wstępną (przed-perswazją). Perswazja wstępna odnosi się do struktury, jaką nadajemy naszemu problemowi oraz do sposobu przedstawienia decyzji. Skuteczna perswazja wstępna ustala to, „co każdy wie” i „co wszyscy uważają za oczywiste”. Jeżeli nadawcy uda się sprytnie sformułować problem i zdefiniować sposób, w jaki należy o nim dyskutować, może wpłynąć na nasze reakcje poznawcze i uzyskać naszą zgodę, wcale nie stwarzając wrażenia, że próbuje nas do czegokolwiek przekonać. Następnie nadawca musi zadbać o właściwy wizerunek w oczach odbiorców. Technikę tę określamy mianem wiarygodności źródła. Trzecia technika polega na skonstruowaniu i przekazaniu komunikatu, który skupi uwagę i myśli odbiorców dokładnie na tym, na czym zależy nadawcy – odwróci ich uwagę od argumentów, przemawiających przeciwko prezentowanemu stanowisku, przykuje ją żywym i sugestywnym obrazem, a nawet skłoni odbiorców do autoperswazji. Wreszcie, skuteczny wpływ opiera się na kontrolowaniu uczuć odbiorców i przestrzega prostej zasady: wzbudź w odbiorcach określone emocje, a następnie podsuń im sposób reakcji na nie, który będzie pokrywał się z działaniem, do których chcesz ich nakłonić6.

 

Wróćmy do samego przypadku Paula. Podczas sesji terapeutycznych, służących wywołaniu fałszywych wspomnień na temat molestowania seksualnego, używa się szeregu technik przed-perswazyjnych. Po pierwsze, kreuje się kontekst sprzyjający formułowaniu takich oskarżeń – poprzez wpływ interpersonalny, historie pojawiające się w książkach oraz środkach masowego przekazu, tym samym propagując trzy powiązane ze sobą przekonania:

  1. kazirodztwo jest znacznie powszechniejsze niż się sądzi i może obejmować doświadczenia o charakterze niecielesnym (podglądnie w wannie, sprośne uwagi, itp.);
  2. w społeczeństwie działają sekty, które do swoich praktyk wykorzystują zwierzęta i dzieci;
  3. ofiary molestowania na wiele lat wypierają z pamięci traumatyczne wspomnienia, przy czym aż 60% ofiar w ogóle nie pamięta, że była molestowana. (W rzeczywistości precyzyjne badania wykazują coś odwrotnego – że ofiarom traumy bardzo trudno jest zapomnień).

Ponadto promuje się pewien żargon, który ma służyć do interpretowania tych wydarzeń – takie terminy, jak zaprzeczanie rzeczywistości, pogwałcone granice, kazirodztwo emocjonalne, współuzależnienie czy powracanie do zdrowia. Zauważmy, że kategorie te pomagają przedstawić w pożądanym świetle niemal każde wydarzenie. Kiedy klientka wysuwa argument przeciwko hipotezie o wykorzystywaniu zaprzecza rzeczywistości. Matka, nie potwierdzająca zeznań swojej córki jest współuzależniona. Dwuznaczne zachowania, a nawet akty miłości mogą zostać przedstawione w strasznym świetle: np. ojcowski uścisk, może podpadać pod kategorię gwałtu emocjonalnego (pogwałcenia granic). Wreszcie zakłada się, że klient był prawdopodobnie molestowany seksualnie.

Źródłem komunikatu o molestowaniu jest najczęściej terapeuta lub psycholog szkolny (podobnie jak Karla Franko). Od terapeuty oczekujemy profesjonalizmu, specjalistycznego wykształcenia oraz tego, że nasze dobro będzie leżało mu na sercu. Ericka i Julie zaakceptowały te cechy, a ponadto uwierzyły, że Karla posiada dar uzdrawiania i przepowiadania przyszłości. Terapeuta akceptowany jest jako autorytet.

Sesje terapeutyczne sprzyjają autoperswazji – by pacjent sam potwierdził diagnozę o tym, że był wykorzystywany. Jednym ze sposobów na to jest dostarczenie klientowi długiej listy rzekomych objawów: „Czy zdarza się, że nie wiesz czego chcesz?”, „Czy boisz się nowych doświadczeń?”, „Czy czujesz się inna/y niż pozostali?”… Są to takie pytania, na część których większość z nas odpowie twierdząco. Podczas hipnozy terapeuta jest wstanie wytworzyć „żywe wspomnienia”. Ponadto lekarz, często, zachęca klienta do zaakceptowania tego, że był wykorzystywany, bo dopiero wtedy będzie mógł mu pomóc. Rzekome wykorzystywanie seksualne pomaga też klientowi usprawiedliwić swoje, różnego rodzaju niepowodzenia życiowe. Klient dostaje nową tożsamość – tożsamość ofiary, osoby, która „ocalała”. Wreszcie, klient jest zachęcany do konfrontacji z rodzicem, wujem, opiekunem, kiedy się na to zdecyduje właściwie nie ma już odwrotu z obranej przez niego drogi.

W czasie swoich przesłuchań Paul Ingram zetknął się z wieloma taktykami, które wywołują fałszywe wspomnienia. Na przykład przesłuchujący powiedzieli mu, że wypieranie z pamięci takich przestępstw jest czymś powszechnym. Ingram, pod naciskiem, przyznał że jego córki nie mogłyby skłamać w takiej sprawie, co zmusiło go do uznania, że jest winny w tej sprawie. Wszyscy w jego najbliższym otoczeniu – rodzina, przyjaciele, policja, ksiądz – zachowywali się tak, jakby oskarżenia były prawdziwe. Przekonanie ekspertów oraz jego najbliższych przyjaciół, podważyło jego zaufanie do własnych wspomnień.

Siłę omawianych technik można zaobserwować na przykładzie rozmowy Paula Ingrama z psychologiem społecznym, Richardem Ofshe – ekspertem od sekt, którego prokurator poprosił o poradę w kwestii prowadzenia śledztwa. Ofshe od początku nie dowierzał historii i postanowił zweryfikować swoje podejrzenia, sprawdzając, czy Ingram uzna za prawdziwy incydent, który w rzeczywistości był całkowicie sfabrykowany – mianowicie, że zmusił syna i córkę, by uprawiali na jego oczach seks. Początkowo Ingram nie mógł sobie przypomnieć takiego zdarzenia. Ofshe poprosił go, by wytężył pamięć. Ingram zgodził się i następnego dnia wrócił ze szczegółową relacją na temat tego zdarzenia.

Demonstracja Ofshego jest niezwykła przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze stanowi dowód na to, że ludzka pamięć jest procesem konstrukcyjnym. Po drugie, przesłuchania Paula Ingrama prowadzone przez Ofshego pokazują jasno, jak pospolite, lecz niezwykle silne metody perswazyjne mogą zmieniać coś, co większości ludzi wydaje się tak cenne – ich własne wspomnienia7.

 

brain wash2

 

1Daniel Brailey w: http://www.smwane.dk/content/view/133/31/, 17 czerwca 2009

2Anthony Pratkanis, Elliot Aronson, Wiek propagandy, Warszawa 2003, s. 47-48

3Daniel Brailey, op.cit.

4A. Pratkanis, E. Aronson,op. cit.,, s. 56-57

5A. Pratkanis, E. Aronson, op. cit., s. 57

6A. Pratkanis, E. Aronson, op. cit., s. 48-49

7A. Pratkanis, E. Aronson, op. cit., s. 57-60

dodatkowo

Blog rodzicielstworadosci.com nie jest kolejnym blogiem parentingowym, zawierającym tylko miłe wszystkim informacje. Przeciwnie, opierając się na badaniach naukowych i własnym doświadczeniu, często piszę o czymś, o czym wolałbyś nie wiedzieć … To od Ciebie zależy co z tą wiedzą zrobisz!

Może zainteresuję Cię też:

Jak wyczytać osobowość z budowy ciała czyli rzecz o „morfach”

Jak uchronić dziecko przed więzieniem? Czyli edukacja domowa, wolna szkoła i unschooling

Homo Economicus czyli czy rodzimy się egoistami? cz. II

Czym jest odruch moro?

7 powodów, dla których „wypłakiwanie się” może być niebezpieczne dla Twojego dziecka

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather