Oczywiście, nie był dokładnie tym, jakiego szukałem. Był to Chrystus cały połamany. Ale to właśnie przykuło mnie do Niego. Nie wiem, dlaczego.
Udałem najpierw zainteresowanie przedmiotami otaczającymi Go, i brałem je do ręki, aby zaraz odłożyć je: coś z kości słoniowej, z miedzi, jakąś miniaturę. Aż obie moje ręce zawładnęły Chrystusem. Opanowałem swoje palce, aby Go nie pogłaskać… Nie zmyliły mnie moje oczy, nie; musiał to być Chrystus bardzo piękny. Ponieważ obecnie prawie, prawie nie był Chrystusem. Był wzruszającym okaleczonym szczątkiem.
Oczywiście nie miał krzyża. Brakowało Mu połowy nogi, całej jednej ręki aż do ramienia; i chociaż zachował głowę, została ona pozbawiona twarzy… Jednak w tym, co pozostało z owego pięknego ciała, były. takie proporcje, tak spokojna i doskonała anatomia, taka wysmukłość torsu i nóg, tak powściągliwie potraktowana tkanina Jego opaski na biodrach, że od pierwszej chwili zdecydowałem się pozostać z Nim.
Odłożyłem Go znowu na stół, na którym leżał poprzednio, ale z większą obecnie troskliwością – jak gdyby mógł się poskarżyć. I w dalszym ciągu oglądałem, nie widząc ich, przedmioty z kości słoniowej, drzewa, porcelany …
I wciąż nie przestawałem myśleć: „czy będzie bardzo drogi?” Niemożliwe. Przecież jest cały połamany.

(…)

– Trzy tysiące pesetów? Co za niedorzeczność! To bardzo drogo.
I odwróciwszy się plecami starałem się zainteresować nie wiem jakim przedmiotem, który się przede mną znalazł.
– Mówi ojciec, że bardzo drogo. A czy zauważył ojciec dobrze to, co tu decyduje o cenie?
– Naturalnie – powiedziałem, nie odwracając się. To bardzo drogo. I tak antykwariusz i ja odwrócony plecami zaczęliśmy targować się o Chrystusa. On, sprzedawca, wychwalał przymioty Chrystusa, aby utrzymać żądaną kwotę. Ja, kapłan, pomniejszałem zalety Chrystusa, aby obniżyć cenę.
Wzdrygnąłem się nagle w trakcie targowania się. Kłóciliśmy się o cenę Chrystusa, jakby był zwykłym towarem. Toczyliśmy o Chrystusa nikczemną walkę podaży i popytu.
I przypomniałem sobie, oczywiście, Judasza.
Czy to także nie było kupnem – sprzedażą Chrystusa? Wprawdzie Chrystusa drewnianego, ale ileż to razy sprzedajemy i kupujemy Chrystusa nie drewnianego, a żywego – w Nim i w naszych bliźnich ?
Nasze życie jest w wielu wypadkach kupnem – sprzedażą Chrystusa.
Niewątpliwie, Judasz chciał więcej, a kapłani mu proponowali mniej.
A więc tak, jak ja.
I Judasz udawał, że odchodzi – tak jak ja! – aby znów wracać do targowania się. I kapłani udawali – tak jak ja! – że nie interesuje ich tak bardzo kupno Chrystusa, aby wciąż obstawać przy cenie.
Rezultat taki, jak zawsze: ustąpiliśmy obaj. Jak Judasz i kapłani żydowscy. Antykwariusz z wyrachowaniem żądał ceny wygórowanej, aby nie stracić zbyt wiele przy przewidywanej obniżce. Ja dążyłem do obniżenia ceny. A tym który stracił, tak jak u Judasza, tak jak zawsze – był Chrystus.
W rezultacie zdeprecjonowany, ponieważ z początkowych trzech tysięcy obniżono mi cenę do ośmiuset pesetów.
Niewątpliwie antykwariusz zrobił interes na tym Chrystusie, jak zawsze.
A ja zapłaciłem za Niego osiemset pesetów.
Wręczył mi go na wpół zawiniętego w kiepski papier, stary i pomięty, który nie wystarczał na zawinięcie całości.
Do ilu różnych pakunków był już używany ten papier?
Przed odejściem zapytałem, czy zna pochodzenie tego Chrystusa i przyczynę owych okropnych okaleczeń.
W swej informacji, tak niejasnej i niekonkretnej, jaką się zwykle otrzymuje od pewnych antykwariuszy, powiedział mi, że pochodzi z jakiegoś miasteczka – nie pamiętał nazwy – z gór Sierra de Aracena, w Huelva. I że okaleczenia są rezultatem profanacji, której stał się ofiarą w roku trzydziestym szóstym…

 

Ramon Cue Romano SJ

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailby feather